Opracowanie dla Chustomania.pl Małgorzata Garkowska.

Oryginalny artykuł znajduje sie tutaj.

***

Być może zastanawiacie się, w jaki sposób radzono sobie z „transportem” małych dzieci na ziemiach polskich, zanim dotarła do nas i uległa rozpowszechnieniu moda na wózki? Nastąpiło to najpierw u bogatego mieszczaństwa w miastach lub w bogatych dworach pod koniec XIX i początkach XX wieku. Ale wcześniej dzieci były noszone przez rodziców.

®T.Wiśniewski www.bagnowka.com

Dziś wybierając dla naszych dzieci pewne rozwiązania pielęgnacyjne kierujemy się ich użytecznością – czyli naszą wygodą, ale także chęcią zapewnienia dziecku jak najlepszych warunków rozwoju – zarówno fizycznego jak i emocjonalnego. Można zaryzykować więc stwierdzenie, że podporządkowujemy dziecku wiele aspektów naszego życia.

Natomiast w czasach dawniejszych to dziecko musiało „podporządkować się” dorosłym, a ściślej – do osiągnięcia wieku, w którym mogło pracować, poświęcano mu tak naprawdę niewiele uwagi, koncentrując się raczej na tym, aby po prostu przeżyło. Wyjątkiem były same narodziny oraz chrzest, z którym wiązały się rozmaite obrzędy i rytuały i był to właściwie jedyny czas, kiedy dziecko było w centrum zainteresowania wszystkich.


®T.Wiśniewski www.bagnowka.com
Trzeba też zauważyć, że dawniej ludzie nie przemieszczali się tak swobodnie jak dzisiaj i każda podróż była dużym wydarzeniem w życiu rodziny. Na co dzień domostwo opuszczano po to, aby pójść do pracy, a w dniu świątecznym w celu uczestnictwa w rozmaitych obrzędach czy zabawach.
Wprawdzie dzieci były karmione piersią do około 2 (a nawet 3) roku życia, ale jeśli nie zachodziła konieczność, aby było przy matce – czyli kiedy nie miał kto z nim zostać w chacie – to dziecka nie zabierano ze sobą do pracy czy na targ. W porach karmienia matka lub
mamka przychodziła do dziecka lub ktoś przynosił je do miejsca, gdzie pracowała. „W pole” zabierano raczej zupełnie małe dzieci, które wymagały
częstszego karmienia. Kołyskę czy „nosidło” z niemowlęciem można było
zawiesić w cieniu na gałęzi drzewa. W okresie zimowym małe dzieci wynoszono na dwór jedynie wtedy, kiedy było to niezbędne.

®T.Wiśniewski www.bagnowka.com
®T.Wiśniewski www.bagnowka.com W Polsce jeszcze do czasów po drugiej wojnie światowej do noszenia dzieci używano bądź kołyski wykonanej z wikliny – lekkiej i łatwej do zawieszenia na przykład na gałęzi drzewa bądź nosideł wykonanych z tkaniny. Nosidła te – w zleżności od regionu nosiły różne nazyw: hacka,
chajtka, chycka
, chusta lub po prostu szmata albo płachta. Dzieci nosiło się także w elementach stroju – zapaskach, fartuchach lub „zajdkach” oraz „odziewackach” – dużych chustach wełnianych używanych jako osłona przed zimnem. Sposób wykonania, użyty materiał, kolorystyka i wreszcie sposób noszenia był zróżnicowany w zależności od regionu i tradycji w danej rodzinie. Dzieci były noszone głównie przez kobiety lub starsze rodzeństwo. Jak można przypuszczać, ludność osiadła korzystała z nosideł wtedy, gdy było konieczne dłuższe wyjście lub podróż wraz z dzieckiem, ludność wędrująca zaś używała ich częściej i dłużej (np. Romowie).
W sytuacji krytycznej – na przykład podczas nagłej ucieczki z domu w czasie wojny – jako chusta mógł być wykorzystany nawet kilim ze ściany czy kapa z łóżka, ale zazwyczaj stosowano chusty wykonane z płótna lub z wełny, co zapewne też było zależne od pory roku i warunków atmosferycznych. Chusty polskie były kolorowe, czasem z frędzlami. Kolorystyka – podobnie jak w przypadku strojów – zależała od regionu Polski.

Można też przypuszczać, że takie elementy codziennego ubioru, jak fartuchy i zapaski, używane często przez kobiety jako pomoc przy transporcie na przykład chrustu, były również wykorzystywane pomocniczo do przenoszenia małych dzieci.

®T.Wiśniewski www.bagnowka.com

Chusty trójkątnej (hacki), noszonej przez ramię używano podobnie jak kołysek do przenoszenia dzieci malutkich w pozycjach leżących. Dziecko było zawieszone z przodu lub trochę z boku osoby noszącej. Prawdopodobnie taki trójkątny kawałek materiału mógł być stosowany pomocniczo przy sadzaniu i noszeniu na biodrze lub na boku dzieci już starszych.


®T.Wiśniewski www.bagnowka.com
®T.Wiśniewski www.bagnowka.com

W „szmacie”, czyli szerokiej prostokątnej płachcie dzieci były noszone z przodu lub na plecach, czasem także nieco z boku, tak, by matka mogła kontrolować co się z dzieckiem dzieje. Dziecko siedziało w chuście w pozycji pionowej – dolne końce (rogi) materiału były zawiązane w pasie osoby noszącej, materiał przechodził pod pupą dziecka, nóżki wystawały po bokach. Górne rogi wiązano w taki sposób, że jeden koniec materiału przechodził pod pachą, a drugi nad przeciwległym ramieniem. Pozwalało to podtrzymać główkę młodszego dziecka, a starszemu swobodnie wyglądać na świat.

Dziś wiemy, że odpowiednie noszenie dzieci pozytywnie wpływa na ich rozwój fizyczny, wzmacnia więź z rodzicami i poczucie bezpieczeństwa dziecka. Jak widać i w dziedzinie chustomanii możemy w pewnym stopniu skorzystać z doświadczenia naszych przodków. Opracowanie dla Chustomanii – Małgorzata Garkowska – na podstawie książki Doroty Żołądź-Strzelczyk „Dziecko w dawnej Polsce” (Wydawnictwo Poznańskie, Grudzień 2006) oraz informacji Janusza Mielcarka, etnografa. Zdjęcia ilustrujące artykuł pochodzą z archiwum Tomasza Wiśniewskiego, autora strony www.bagnowka.com. Serdecznie dziękujemy!

Podziel się!
  • Facebook
  • PDF
  • Add to favorites
  • email
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop